Wapno granulowane z magnezem czyni cuda

Jak odpowiednio zadbać o uprawianą ziemię. Wreszcie jak sprawić, by kupno gruntu zwróciło się w przyszłości z nawiązką? O tym przeczytacie w poniższym tekście.

Wesołe jest życie rolnika…

Nikogo chyba nie trzeba przekonywać o tym, że w rolnictwie nie ma ustalonych reguł. Chcemy żeby wszystko układało się po naszej myśli, planujemy, kupujemy – bo jest okazja – kilka hektarów ziemi za  jedyne 50 tys. złotych/ha. I niby cudowna okazja, po której zostaje… spory kredyt na długie lata. I jeszcze jedno –  myśl, że może kiedyś nasz syn nam za to podziękuje. Dlaczego dopiero On, nasz potomek? Bo przecież sami z tego kawałka ziemi pieniędzy nie zobaczymy, a kilkanaście lat trzeba i to rok w rok, przy nim pracować. Ale cóż robić? Prawda jest taka, że aby utrzymać się w tej ciężkiej branży, gospodarstwo musi się rozwijać i powiększać. Nie ma innego wyjścia.

Po całym biurokratycznym zamieszaniu wchodzimy z analizami gleby, z których jasno wynika, że poprzedni użytkownik – owszem, zbierał plony i zabierał, ale nie dawał nic od siebie. Braki fosforu, potasu i magnezu? Przecież możemy uzupełnić! No tak, ale przecież żeby roślina mogła te makroskładniki pobierać, musi mieć wysokie pH gleby. I tu niespodzianka – pH też jest niskie. Od początku pod górkę!!! Ale trzeba jakoś żyć. A my – Bardowscy łatwo się nie poddajemy. O nie!

Pole – nasze życie. Zaczynamy nawożenie wapnem

Regulowanie odczynu na polu to nie kwestia sezonu lub dwóch. I nie ma się co łudzić, że w tak krótkim czasie zdziałamy jakieś cuda – tutaj trzeba systematyczności  i cyklicznego nawożenia wapnem. Co w takiej sytuacji możemy zrobić, żeby w naszym przypadku jęczmień browarny (tak wrażliwy na niskie pH), w ogóle mógł wydać zadowalający plon? Odpowiedź jest oczywista – możemy zastosować wapno granulowane z dodatkowym magnezem i mikroelementami. Zastanawiacie się dlaczego w takiej formie? A no głównie dlatego, bo jest mocno reaktywna. A dlaczego tak jest? To proste – wszystko za sprawą niezwykle drobnego zmielenia, po którym przystąpiono do formowania granul. Cóż… wcześniej przygotowane ścieżki na 24 metry też nie ułatwiają sprawy, ale w końcu to granule, więc pewnie i na 30 m polecieć mogą:)

DOLOKORN 90 – także dla rolnictwa ekologicznego

Jak sami wiecie – bez magnezu życia nie ma. Co w związku z tym robimy? Dostarczamy go. Dodatkowo kilka podstawowych mikroelementów i czekamy na wyniki pracy naszych małych granulek, które wprawdzie myśleć nie potrafią, ale za to świetnie dogadują się z roślinami:)

Dobra, przechodzimy do szczegółów. Skoro mowa o dostarczaniu składników – doskonale sprawdza się Dolokorn 90, czyli  nawóz wapniowy węglanowo-magnezowy (jak już wcześniej zdradziliśmy – w formie granulowanej). Jest on uzyskiwany ze skały dolomitowej (a ta składa się – w ponad 90% z węglanu wapnia i tak potrzebnego nam magnezu).
Co więcej, używane przez nas wapno w granulkach Dolokorn, zawiera również cenne mikroelementy, takie jak: bor, miedź, mangan, cynk i żelazo.

Dodam jeszcze, że wapń odpowiedzialny jest za dobre ukorzenienie roślin, zapewnia też roślinie dużą zdrowotność, magnez – odpowiedzialny jest za  przetwarzanie azotu w plon. I także wysoką zdrowotność roślin. Bor – pomaga w przemianach węglowodanowych i białkowych, czy tworzeniu tkanek twórczych rośliny, wierzchołków wzrostu zarówno łodygi, jak i korzeni. Miedź natomiast korzystnie wpływa na budowę anatomiczną roślinnych tkanek, chroni roślinę przed grzybicą. A cynk – odpowiedzialny jest za przemiany energetyczne czy syntezę witamin i chlorofilu. Ponadto pobudza regulatory wzrostu rośliny.

Na koniec dodajmy jeszcze, że ten certyfikowany preparat dopuszczony jest do użytku w rolnictwie ekologicznym. To działa!

Zastanawiacie się po co to wszystko? W końcu to jęczmień browarny, czyli po to, żeby można było po ciężkiej pracy wypić zimne piwko;) (którego pewnie nie kupi nam wcześniej żona lub dziewczyna, a przecież my tak bardzo się staramy :p). Powodzenia!

 

Grzesiek

Monitorowanie upraw rzepaku- chowacze

Szkodniki towarzyszą ludzkości od zawsze. My, rolnicy, doskonale o tym wiemy. Co roku przecież zmagamy się z ich negatywnym wpływem na uprawy. Dziś powiemy wam o tym, jak walczyć z najczęstszym szkodnikiem upraw rzepaku – chowaczem.

Wiosenne przebudzenie natury

Wiosna to piękny czas. Rośliny budzą się do życia, dni stają się dłuższe i coraz cieplejsze, a i w nas wstępują jakby nowe siły. Jest to też okres roku, kiedy rusza wegetacja, a wraz z nią – uaktywniają się liczne szkodniki.

Uprawy rzepaku ozimego najczęściej są atakowane przez chowacza brukwiaczka, chowacza podobnika i chowacza czterozębnego. Ale dla nas – ci przeciwnicy nie są straszni 😉 Wieloletnie  doświadczenie daje nam nad nimi przewagę i wiemy jak się przed tymi szkodnikami bronić. W bardzo prosty sposób możemy stwierdzić, czy na naszym polu jest z nimi problem i skutecznie  przeciwdziałać ich negatywnej działalności. To takie proste, że nawet nasz Janek dałby sobie z tym radę 🙂 Z tą różnicą, że on raczej by takiego owada zjadł, ale jeżeli to czytasz okres wkładania wszystkiego do buzi masz już za sobą ????

Pułapki na szkodniki

Ale do sedna – aby przekonać się, czy chowacz zamieszkuje nasze uprawy rzepaku, musimy zastawić na niego niewielką pułapkę. Najlepszym sposobem jest wystawienie na polu żółtych naczyń. Są to niewielkie, plastikowe pojemniki o okrągłych lub kwadratowych brzegach. Służą do monitorowania ilości szkodników na polu.

Jeśli w tak zastawionej pułapce pojawi się szkodnik, to staje się jasne, że musimy dużo dokładniej obserwować pole. Żółte miski stawia się najpierw na jego obrzeżach, a następnie w głębi uprawy.  Jeśli ilość odłowionych w ten sposób szkodników przekracza próg szkodliwości, to musimy bezwzględnie wykonać zabieg, który wypleni chowacza spośród rzepaku.

Kilka szczegółów „technicznych” – czyli co dla kogo jest normą

Zatem ustalmy, czym jest ten próg szkodliwości i gdzie się on znajduje? Dla chowacza brukwiaczka próg ten to 10 chrząszczy w żółtym naczyniu w okresie 3 dni albo też 2-4 chrząszczy zaobserwowanych na 25 roślinach. Dla chowacza czterozębnego próg szkodliwości to 20 chrząszczy w żółtym naczyniu przez okres 3 dni lub też 6 chrząszczy zauważonych na 25 roślinach.

Zastanawiacie się dlaczego nasza pułapka na chowacze jest żółta? A no dlatego, że jest to kolor kwiatostanu rzepaku i jest on dla owadów wyjątkowo atrakcyjny. Dlatego też przyciąga je i wabi. Sprytne, prawda?

Zaleca się ustawianie naczyń na skraju pola od strony spodziewanego nalotu. Ten z kolei  może nastąpić ze strony lasów, sadów, plantacji innych roślin, nieużytków czy zadrzewień. Najbardziej optymalne i miarodajne wyniki otrzymamy, jeśli górna krawędź naczynia będzie umieszczona na wysokości roślin. Z tego też powodu w miarę wzrostu rzepaku naczynie powinno być podnoszone.

Systematyczna kontrola pola

W momencie, kiedy naczynia są już odpowiednio rozstawione, należy je kontrolować raz w tygodniu. Ale na spokojnie – połączmy dwa w jednym, czyli przyjemne z pożytecznym 😉 Weźmy żonę pod rękę i zaprośmy ją na spacer – wokół pola 😉

A poważnie – jeśli w pojemnikach pojawią się pierwsze owady, to od tego momentu kontrole powinny odbywać się codziennie, najlepiej o stałej porze. Tak przeprowadzona analiza da nam obraz tego, czy jest potrzeba wykonania zabiegu na rośliny. A po co ta kontrola? Dlaczego od razu nie spryskać rzepaku i mieć spokój? Otóż dlatego, że jeśli w naszej uprawie nie ma chowacza, to wykonanie zabiegu mającego na celu jego usunięcie jest zwyczajnie nieekonomiczne i nieopłacalne. Po co więc niepotrzebnie wydawać pieniądze 😉

 

Grzesiek/Ania

Mój sposób na Wielkanoc! Proste dekoracje

Lubicie przygotowywania do świąt?  Przedświąteczne zamieszanie, zakupy? Wiem, dla nas – kobiet, to ogrom pracy.  Aby usiąść do świątecznego stołu czeka nas kilkudniowy maraton przygotowań. Tego nie zmienimy, ale spokojnie, zrekompensujemy to sobie później. Nie da się ukryć, że polskie święta mają swój urok! Prawda? 

Wielkanoc – zawsze razem

To będzie nasza druga wspólna Wielkanoc.  Podzielę się z Wami moimi przeżyciami dotyczącymi tego okresu. Najważniejsza jest dla nas wiara, bez niej nie byłoby świąt. Trzymamy się tradycji i co więcej, pragniemy przekazać wszystkie wartości, w jakie wierzymy,  naszemu synkowi.

Unikalny klimat wiosennych świąt

Chciałabym podzielić się z Wami tym, w jaki sposób dbam o wystrój w naszym domu. Wprost uwielbiam różnymi dodatkami podkreślać, ale i podkręcać klimat.

Za wielkanocne przystrajanie naszego domu zabieram się już na dwa tygodnie przed świętami. Wszystko dlatego, że na ostatnią chwilę zwyczajnie nie mam na to ani zbyt dużo czasu, ani też siły. Gotowanie świątecznych potraw i przysmaków zostawiam sobie na sam koniec. Przecież wszystko musi być świeże!

Salon w naszym domu jest pierwszym pomieszczeniem, do którego wchodzą goście, dlatego to na nim skupiam się wyjątkowo mocno. Jednocześnie wiem, że umiar – jest kluczem do  sukcesu. Przecież nie chcę zamienić naszego domu w wystawę sklepową 😉

Moc naturalnych dodatków

Przede wszystkim stawiam na wszystko co żywe. Po pierwsze – rośliny. Mają w sobie najwięcej delikatności, uroku i wdzięku.  Wiosną przede wszystkim kupuję prymulki. Kwiaty te kwitną bardzo wczesną wiosną i przez chwilę mogą posłużyć nam za domową ozdobę, a później można przesadzić je do ogrodu, gdyż domowe temperatury im nie służą. Zdradzę wam sekret, że najbardziej lubią półcieniste miejsca i temperaturę poniżej 20 stopni Celsjusza.

Wielkanocna roślinność

Barwinek czy bukszpan? A jaka nazwa obowiązuje w Waszym regionie? Gałązkami tego krzewu przyozdabiam wielkanocny koszyczek oraz lampę bezpośrednio nad stołem przy którym będziemy jeść śniadanie. Z kolei na świątecznym stole miejsce zostawiam przede wszystkim na rozmaite potrawy, bo  zawsze jest ich sporo.

Przystrojenie stołu wielkanocnego to prawdziwe wyzwanie

Dużą wagę przywiązuję też do samego wystroju świątecznego stołu. Wychodzę z założenia, że staranne jego nakrycie, odświętny biały obrus i eleganckie serwetki podnoszą rangę uroczystości.

W tym roku postawiłam na serwetki materiałowe, z lnianej tkaniny. Jest to spory wydatek, bo  jedna sztuka kosztuje około 7-10 zł. Jednak mam nadzieję, że posłużą nam wiele lat, a plamy będą z nich znikać niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zastanawiacie się dlaczego wybrałam materiałowe serwetki? W moim odczuciu są bardziej eleganckie i uniwersalne. Można je ozdobić przykładowo wiązaniem, słodką niespodzianką czy kwiatkiem. Prawdziwa bajka!

Własnoręcznie wykonane ozdoby wielkanocne – mają swój czar

W tym roku sama zrobiłam wianek – kupiłam w tym celu kilka drobiazgów na giełdzie kwiatowej. Przecież samodzielne tworzenie dekoracji to wielka frajda i przy okazji niezła zabawa 😉 Wszystkie elementy dekoracyjne przykleiłam klejem na gorąco. Pomimo tego, że mocno trzyma, to z doświadczenia wiem, że nie będzie problemu z odklejeniem poszczególnych elementów i zastąpienia ich innymi. Tak więc po świętach – w miejscach jajeczek czy zajączka – można doczepić kilka kwiatków i taka dekoracja posłuży nam zdecydowanie dłużej.

Wielkanocne wypieki – aromatyczne, pachnące w całym domu!

Potraficie jeść oczami? My tak! Zobaczcie jak zachęca nas do zjedzenia baba wielkanocna oblana lukrem i ozdobiona lentilkami. Już widzę dzieci, które nie mogą się powstrzymać przed oskubaniem baby z cukiereczków;) Pozwólmy im na to –  nie pozbawiajmy ich radości z dzieciństwa.

Przyznam szczerze, że ciasta przypisane do Wielkanocy nie są moimi ulubionymi, dlatego w tym roku nie upiekę tradycyjnego mazurka. Co w zamian? U nas będzie migdałowiec,czyli biszkopt przełożony masą budyniową, na niej ułożę warstwę krakersów posmarowanych karmelem, a na górze bitą śmietanę z serkiem mascarpone, posypaną migdałami prażonymi na maśle. Pyszne i bardzo słodkie 🙂

Jak Wielkanoc, to muszą być pisanki

Pisanki, które wkładam do koszyczka przygotowuję w Wielką Sobotę, aby jaja były jak najświeższe. Natomiast kilka kolorowych jajeczek zawsze ozdabiam wcześniej. W tym roku wykorzystałam do tego farby akrylowe. Głównie dlatego, że ich kolory są bardzo intensywne.  Jednak takie pisanki to wyłącznie dekoracja, nie nadają się do spożycia.

Naturalnie, ekologicznie – rzeżucha na wiosnę

W skorupkach od jajek posiałam rzeżuchę – uwielbiamy ją dodawać do potraw. Wiecie, że rzeżucha stymuluje cebulki włosów do wzmożonej pracy ? 🙂 A świeża jest prawdziwą  skarbnicą witamin. Warto się na nią skusić.

Wszystko o czym pisałam dodaje uroku tym świętom. Jednak nie dajmy się zwariować, najważniejsi są otaczający nas ludzie, z którymi spędzimy święta. I tego Wam życzę – aby w Waszym życiu były osoby, które wniosą do niego dużo radości i ciepła.

Radosnych Świąt Wielkanocnych, Kochani.  Pozdrawiam ciepło i słonecznie 🙂

Ania

Sięgnijmy do korzeni – te na roli też mają znaczenie!

Kiedy patrzymy na roślinę będącą na powierzchni gruntu, nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile metrów w głąb ziemi sięgają jej korzenie. A ma to tak istotne znaczenie! Głębokość sięgania korzeni rolnikowi mówi bardzo wiele. Przykładowo – pszenica może wytworzyć system korzeniowy o długości nawet do 30 km na metr kwadratowy! Sporo, prawda? Właśnie dlatego w roślinie tak ważne są korzenie – zbierają substancje odżywcze, pożywienie, z ogromnej powierzchni ziemi.

Korzenie – jak o nie zadbać?

Warto zastanowić się jak pozytywnie wpłynąć na system korzeniowy. I właśnie na tym polega nowoczesne rolnictwo, żeby cały czas próbować nowych rzeczy, dokształcać się, szukać najlepszych rozwiązań. W tym celu między innymi odwiedzamy targi rolnicze, na których zawsze coś ciekawego się dowiemy, a i przy okazji – coś nowego w oko wpadnie:)

Aminokwasy – regeneracja dla roślin

Tym razem na swoich polach robimy test aminokwasów, według nas, trochę niedocenionych w polskim rolnictwie. Niby gdzieś cały czas są, ale stosujemy je najczęściej podczas różnego rodzaju stresów. Może to za mało? A co, gdyby stosować je nie tylko, kiedy roślina ma kłopoty, ale zaplanować 3 zabiegi w sezonie? W końcu należy jej się taka aminokwasowa „regeneracja” i wzmocnienie! Spróbujmy więc.

Właśnie postanowiliśmy to zastosować na swoich polach. Trzy rośliny i trzy pola – pszenica, rzepak i burak cukrowy. Produkt, jaki zastosujemy, jest z polskiej firmy, nie da się go  przeoczyć w Internecie, bo strona nazywa się polskieaminokwasy 😉

Na każdym polu zastosujemy Agro-Sorb Folium, zgodnie z zasadą: jedna ścieżka ze środkiem, kolejna bez – i tak na zmianę. Na koniec sezonu będziemy ważyć te dwa warianty i odpowiadać sobie na pytanie – czy aminokwasy wejdą na stałe do naszej technologii uprawy? To całkiem możliwe.

Aminokwasy i mikroelementy – potęga działania

Jest jeszcze jedna sprawa, która nas mocno zaciekawiła. A mianowicie, przy stosowaniu aminokwasów z mikroelementami – te drugie są lepiej pobierane. Mógłbym nawet pokusić się o zmniejszenie dawki mikro, ale ostatecznie zostaniemy przy takiej, jak do tej pory. Będziemy przyglądać się – niestety niewidocznym gołym okiem – aparatom szparkowym roślin, które pod wpływem aminokwasów otwierają się i pozwalają innym substancjom wnikać do rośliny.

Faktycznie na studiach miałem z chemii 4… ale po ponad 10 latach już mogę się przyznać, że –  ściągałem;) Na gorącym uczynku nikt mnie nie złapał, nawet świat się nie zawalił… Teraz uczę się tego, czego chcę i co jest mi potrzebne – dlatego już wiem, że aby pozyskać takie aminokwasy, stosujemy hydrolizę chemiczną i enzymatyczną. Wiem też, że przy chemicznej, koszty są dużo niższe, jednak nie mamy do końca pewności, co w takiej magicznej miksturze nam zostanie. Domyślacie się już jak wytwarzane są te kwasy w Agro-Sorb? Oczywiście mamy tu do czynienia z hydrolizą enzymatyczną, po której nasze małe cząsteczki są w pełni biologicznie czynne.

Pierwsze efekty stosowania tej mikstury na rzepaku są już za nami. Mogę śmiało stwierdzić, że faktycznie korzeń jest widocznie grubszy (od roślin, w przypadku których nie zastosowaliśmy tego środka). Nie będziemy dzielić skóry na przysłowiowym niedźwiedziu i poczekamy do końca eksperymentu, chociaż już na horyzoncie widać, że moja żona będzie miało futro z tej skóry;) To znaczy – ekologicznej, rzecz jasna!

 

Grzesiek

Bo kraj potrzebuje cukru – krótka historia o burakach

Buraki u nas zawsze mogą liczyć na priorytetowe traktowanie. Pewnie dlatego, że od lat moi rodzice zajmowali się ładowaniem i przewozem ich do cukrowni. Od tego wszystko się zaczęło. A jak było dalej i jak jest dzisiaj, o tym poniżej.

Wczoraj i dziś – trochę o burakach i pracy przy nich

Nie ukrywam, że początki były trudne, zwłaszcza jeśli chodzi o sprzęt. Zaczynaliśmy od starej, poczciwej fadromy ł-200 , by dotrzeć do najnowszych maszyn i cen sięgających 2 milionów na sztukę (wciąż powtarzam to z pełnym przekonaniem – ceny maszyn są mocno przesadzone!).

Koniec końców skończyło się na tym, że napisałem o buraku cukrowym pracę magisterską, a w każdym roku spędzam długie godziny w polu, żeby przygotować wszystko jak należy. Praktycznie codziennie pojawiam się tam, żeby nie przeoczyć odpowiedniej fazy rozwojowej chwastów. Ale nie będziemy tutaj przedzierać się przez wszystkie miesiące, które ostatecznie mają nas doprowadzić do zbiorów.

Buraki – mój świat, moja praca

95 ton z hektara i polaryzacja ponad 18% – buraczani znawcy wiedzą, że to całkiem niezły wynik! Prawda, jest się czym pochwalić? A przecież wcale nie zapowiadało się tak kolorowo. I choć start oraz wschody były początkowo bardzo słabe (ze względu na niską temperaturę), to ostatecznie wyniki są bardzo dobre.

Sprawdziło się tutaj stare polskie przysłowie – „Nieważne jak buraki zaczynają, ważne jak kończą”;)

Szkoda tylko, że planując tę wymagającą uprawę, przez cały czas nie wiemy na czym stoimy, bo buraki już dawno są w cukrowni a my nie wiemy, ile za nie dostaniemy. Pytacie jak to możliwe? Cóż, dowiemy się dopiero w czerwcu, czyli rozpoczniemy kolejny sezon znów nie wiedząc jak na tym wyjdziemy finansowo. Życie…

Odchodząc nieco od kasy, sama uprawa to wiele korzyści – przede wszystkim doskonałe stanowisko na przykład pod pszenicę lub jęczmień jary. U mnie w gospodarstwie miałem rekordowe plony właśnie po uprawie buraków. Widać też wizualne zmiany w strukturze gleby –  przede wszystkim jest ona rozluźniona.

Czas na grillowanie

Zastanawiacie się nad tym co robi na polu grill? Już tłumaczę – wydaje wszystkim przyjeżdżającym kierowcom coś pożywnego do zjedzenia. Sam jakiś czas temu jeździłem ciężarówką i wiem, jak ciężka jest to praca. A na takich burakach jest to pół roku jazdy – dzień w dzień, w niedziele, Sylwestra, Boże Narodzenie… non stop, a w takich warunkach – jak się można domyślić – morale może spadać.  Tym bardziej, że to nie jest spokojna jazda autostradą, gdzie jadąc szybciej o 0,5 km/h od kolegi, zaczynamy go wyprzedzać, siedząc wygodnie w koszulce bez rękawów i słuchając disco polo. Tutaj jest harówka – pole i drogi. A  często same pola, na które trzeba najpierw wjechać i – nie zawsze da się z nich wyjechać bez pomocy. W takiej sytuacji pomocne są liny,traktory i wyciąganie delikwenta przez koleiny.

Pewnie nasi dzielni przewoźnicy życzyliby sobie, żeby u każdego rolnika móc zjeść ciepły posiłek, ale póki co, to rzadkość. Całe szczęście, że kierunek działania jest dobry, brakuje jedynie większej empatii. Ale i na to przyjdzie pora!

 

Grzesiek

    This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.